Jakub Gosk
12 marca 2026
– Wiedziałem o konkursie, bo robiłem wcześniej papiery mistrzowskie w Blachotrapezie. Szczerze mówiąc, początkowo nie byłem zbyt chętny. Jednak znajomi dekarze namówili mnie na Dniu Dekarza – powiedzieli: „Wystartuj, spróbuj!”. Tym bardziej, że spełniałem kryteria, którymi było doświadczenie w pracach z wykorzystaniem Blachotrapezu. Zgłosiłem się więc trochę z ciekawości, trochę z nieświadomości.
– Do momentu ogłoszenia finalistów traktowałem konkurs z przymrużeniem oka. W Polsce jest mnóstwo świetnych fachowców, więc nie liczyłem na to, że się dostanę do finałowych rozgrywek. Kwalifikacje trwały trzy miesiące. Można było głosować na dekarzy, ale ostateczną decyzję o wejściu do finału podejmowała komisja. Jedna osoba przechodziła dzięki głosowaniu SMS – to tzw. „dzika karta” – a resztę wybierała komisja. „Złota karta” przypadła komuś innemu, ale pod koniec października dostałem informację, że znalazłem się w finałowej ósemce. Wtedy zaczęło robić się poważnie.
– Jeśli chodzi o poziom trudności, wiadomo – są trudniejsze rzeczy do zrobienia. W „rąbku rzemieślniczym” jest dużo wiedzy i doświadczenia, które trzeba mieć. Jeśli ktoś na co dzień nie pracuje z takim produktem, nie jest w stanie go poprawnie wykonać. Tam montaż jest obniżony: komin, okna – wszystko robione w tej samej zasadzie. Sposób zaginania blach przy obróbkach czy wiatrownicy też jest specyficzny. Ja wcześniej „zrobiłem papiery” certyfikowanego wykonawcy na ten produkt, szkoliłem się w tym kierunku. Jednak kiedy dowiedziałem się, że dostałem się do finału, zacząłem jeszcze intensywniej ćwiczyć. Zdawałem bowiem sobie sprawę, że w Kielcach zjawią się najlepsi fachowcy.
– Mieliśmy do wykonania fragment dachu o wymiarach ok. 2 × 2 metry. Trzeba było położyć panele Polar High oraz zrobić dolną obróbkę komina, a jeśli starczyło czasu – również obrobić ściany komina. Całość odbywała się w jednym dniu, w ciągu sześciu godzin. Na koniec okazało się, że udało mi się wykonać najwięcej pracy – wizualnie miałem zrobione najwięcej. Ale nie wiedziałem, czy wygrałem, bo oceniano też błędy po drodze. Punktacja dotyczyła jakości wykonania zgodnie z instrukcją. Do końca nie byłem pewien bo chłopaki z Małopolski mieli przewagę – tam ten produkt jest bardzo popularny. Ja żadnego dachu z tego materiału w realnych warunkach jeszcze nie zrobiłem, tylko ćwiczenia i szkolenia. Dlatego końcowe wyniki były dla mnie sporym zaskoczeniem. Oczywiście – każdy jedzie na konkurs, żeby wygrać.
– Volkswagen Transporter T7. Ponadto auto wyposażone zostało w profesjonalne narzędzia dekarskie od PHU A/B/C, drabinę Drabest i bagażnik dachowy przygotowany przez Grupę Krotoski. Prawdziwy zestaw marzeń dla dekarza.
– Tak, zamierzam go zostawić. Ma dla mnie duże znaczenie sentymentalne. Ponadto to furgon trzyosobowy, idealny do firmy – można przewieźć ludzi, narzędzi i sporo materiału.
– Nie, jestem pierwszym dekarzem w rodzinie. To zupełny przypadek. W 1999 roku skończyłem szkołę jako elektryk. Kiedy zacząłem szukać pracy, okazało się, że w firmach dekarskich płacą dużo więcej niż w branży elektrycznej – różnica była znaczna. Miałem 19 lat, więc pomyślałem: spróbuję czegoś nowego. Miałem dużo szczęścia, bo trafiłem do firmy dekarskiej, której właściciel – Waldemar Szmaj był doskonałym fachowcem i chętnie dzielił się swą wiedzą. Zresztą robi to do dnia dzisiejszego, gdyż – mimo że po 10 latach odszedłem z firmy – utrzymujemy stały kontakt, wzajemnie się wspieramy, a najlepszym dowodem może być fakt, że dopingował mnie w Kielcach podczas zawodów.
– Tak. Przez pierwsze dwa lata pracy na własny rachunek pomagał mi poprzedni pracodawca. Jak mówiłem wcześniej Waldek wspierał mnie od początku, często współpracowaliśmy przy większych zleceniach, albo polecał mnie innym inwestorom.
– W Wielkopolsce, w okolicach Kępna i Sycowa, a dokładnie w Ostrzeszowie, w miejscowości Myje.
– Różnie. Dekarstwo to w dużej mierze działalność sezonowa. Dlatego bywa, że pracuję samodzielnie, ale przy większych zleceniach zatrudniam od jednej do czterech osób. Niestety dziś trudno o fachowców, wielu wyjeżdża za granicę. Wykonujemy praktycznie wszystkie dachy. Są więc: blachy na klik – robimy ich bardzo dużo – papy, dachówki ceramiczne, elewacje wentylowane z blachy lub drewna, a także projekty łączone – blacha + drewno.
– Po 10 latach pracy w zawodzie dekarza połknąłem bakcyla. Dekarstwo stało się dla mnie pasją i odtąd do pracy chodzę z przyjemnością, nie z przymusu. Dlatego uważam się za szczęściarza bo praca, którą tak bardzo lubię pozwala też utrzymać siebie i rodzinę.
– Wchodzą nowości, wchodzą nowe produkty, wchodzą nowe rozwiązania. Wchodzi dużo nowości wizualnych, na przykład obróbki w 3D. Teraz można stworzyć wizualizację, która pokaże efekt budynku zewnętrzny, pokaże jak można wykonać w 3D efektowną „wiatrówkę”, albo pas podrynnowy. Po prostu są możliwości nie tylko produktowe. Wiele nowości można zobaczyć na targach, jak te ostatnie w Kielcach. Dlatego warto tam być i zaczerpnąć nowych inspiracji, do tworzenia rzeczy, które można wykonać samemu z płaskiej blachy. Po prostu powyginać i to super wygląda. A to pomaga przekonać klienta do siebie, zaproponować coś nowego co pozwoli klient mieć coś nietuzinkowego na dachu.
– Targi to świetne miejsce do tego, ale na co dzień nie tam zdobywam fachową wiedzę. Należę do oddziału Wielkopolskiego Oddziału Polskiego Stowarzyszenia Dekarzy (PSD). Bardzo sobie cenię członkostwo w tej organizacji, gdyż dzięki temu mam więcej możliwości dokształcania się poszerzania swoich umiejętności. Mam szeroki dostęp do szkoleń, a poza tym poznaję nowych ludzi, którzy dzielą się swoją wiedzą, co ułatwia rozwiązywanie problemów ułatwia po prostu prace. Ponadto dzięki PSD mogłem ubezpieczyć działalność na preferencyjnych warunkach.