Jakub Gosk
20 lutego 2024
– W zasadzie można powiedzieć, że to rodzinna tradycja, gdyż mój tata jest „budowlańcem” i już od wczesnych lat miałem styczność z tematyką budowlaną. Początkowo ograniczało się to do pomocy ojcu w podstawowych pracach. Później zainteresowanie pogłębiałem, gdy zostałem uczniem Technikum Budowlanego, a zwieńczeniem nauki był dyplom wydziału budownictwa Politechniki Białostockiej. Oczywiście zdobywanie wiedzy teoretycznej łączyłem z pogłębianiem umiejętności praktycznych i w efekcie w roku 2015 zdecydowałem się założyć własną działalność gospodarczą. Jednak nie było żadnych nacisków rodziny. Pomysł na zarabianie w ten sposób na życie był moją indywidualną decyzją.
– To prawda, ale będąc jeszcze uczniem postanowiłem, że będę zarabiał na własny rachunek. Bardzo szybko okazało się, że był to dobry pomysł, gdyż otwierając firmę trafiłem idealnie ze względu na trwającą wówczas dobrą koniunkturą. Boom budowlany sprawiał, że fachowcy od wykończeniówki byli poszukiwani. Ułatwiło mi to zdobycie pierwszych klientów, a dzięki ich rekomendacji łatwiej było o kolejne zlecenia.
– Trudno temu zaprzeczać, ja sam mogę je potwierdzić, gdyż niestety często jestem wzywany do zrobienia poprawek po poprzednich wykonawcach, Martwi mnie to bo przez takie fuszerki cierpią tez uczciwe firmy i często widzę obawy inwestorów o jakość powierzonych prac. Wracając do Pana pytania, to powodów, że na rynku wciąż są nieuczciwi wykonawcy jest kilka. Po pierwsze cena. Zazwyczaj, choć nie zawsze, zaniżają oni stawki, gdyż wiedzą, że „zaoszczędzą” albo na tańszych materiałach, albo na pracy „na skróty” niezgodnej ze sztuką budowlaną. Po drugie w wielu rejonach kraju są duże braki firm wykończeniowych i inwestorzy korzystają z każdej wolnej ekipy. Po trzecie stosują często agresywną reklamę, obiecując wykonać prace szybko i tanio. Są też jeszcze inne czynniki, które powodują taki stan rzeczy. Niestety, mam wrażenie, że tak jak w każdej branży tak i w mojej zawsze znajdzie się grupa osób, która nie będzie stosować się do etycznych zasad.
– Na szczęście propozycji prac mam zdecydowanie więcej niż jestem w stanie wykonać i kalendarz prac mam zapełniony na wiele miesięcy naprzód. Nie miałem przestojów nawet w gorszej budowlanej koniunkturze. Dzieje się tak, gdyż w moim przypadku kolejnych klientów napędza tzw. „marketing szeptany”, czyli trafiają do mnie z polecania osób, dla których pracowałem wcześniej. W efekcie już od kilku lat nie zamieszczam żadnych reklam. Jedyną formą reklamy, choć ja sam tak tego nie traktuję, są moje filmiki zamieszczane na Instagramie. Dzielę się tam moim doświadczeniem i technikami wykonywania poszczególnych prac.
– Nie ma na to prostej recepty. Przede wszystkim trzeba włączyć zdrowy rozsądek i podejmować przemyślane decyzje. Najlepiej jest skorzystać z firm sprawdzonych, np. przez naszych znajomych lub rodzinę. Jeśli to nie zadziała to warto poprosić takiego wykonawcę o możliwość sprawdzenia poprzednich realizacji. Rzadko z tego korzystamy w Polsce, a przecież w Europie, USA takie rekomendacje są czymś naturalnym. Nie należy polegać wyłącznie na stronie internetowej firmy, gdyż mogą być tam opinie i realizacje wymyślone na potrzeby oszukania inwestorów. No i oczywiście koniecznie spisać umowę, w której bardzo precyzyjnie określić zobowiązania wykonawcy, w tym także ustalić okres reklamacyjny.
– Mimo że pracuję fizycznie to i w czasie wolnym najbardziej cenię aktywne formy wypoczynku. Moją pasją jest rower i kontakt z naturą z wysokości siodełka pozwala mi najlepiej „zresetować” mózg, zapomnieć o kłopotach i nabrać sił do kolejnych zadań. Ostatnio w ten sposób odkrywam Warmię i Mazury, w których wciąż można znaleźć przepiękne miejsca, które nie są jeszcze „zadeptane” przez tłumy turystów i pozwalają eksplorować je ciesząc się nieskażoną naturą.