Ogród

To jest to! – sekator GRAPHITE 58G029

Przetestowałem w życiu wiele narzędzi – naprawdę przeróżnych, ale to był chyba najtrudniejszy test ze wszystkich. Żona z córką oraz cała moja rodzina są przyzwyczajeni do tego, że ciągle pojawiają się u mnie nowe narzędzia. Jedne interesują ich bardziej, inne mniej. Ale tym razem było tak, że nie mogłem się dopchać do mojego sekatora – pierwsze dni były takie, że jak tylko pojawiał się w moich rękach to zaraz było: „daj na chwilę…” I sprzęt znikał na kilka godzin! Doszło do tego, że musiałem się z nim ukrywać, żeby móc nagrać o nim materiał. Miałem już tak z kilkoma narzędziami, więc stwierdziłem że spoko, kilka dni i przejdzie wszystkim. Czas pokazał jak bardzo się myliłem, tygodnie lecą i ciągle jest tak samo – sekator wzbudza nadal duże zainteresowanie, do tego stopnia, że mało co już zostało do przycięcia i ukształtowania…

Wyczekana nowość

Mam kilka sekatorów – głównie jest to sprzęt ręczny i rozstrzał jest ogromny od taniej „marketówki” po produkty z wyższych półek, mam oczywiście swoje ulubione marki, ale pokusa przetestowania sprzętu na akumulator była silniejsza niż rozsądek 🙂 Dlatego zaraz po pojawieniu się ich w Polsce znalazł się w moich rękach. Widziałem już kilka razy tego typu rozwiązania na półkach w sklepach, ale albo cena zabijała, albo pochodziły z systemu akumulatorów, którymi nie dysponuję, więc oprócz zakupu samego sprzętu wiązałoby się to dla mnie z zakupem kolejnego/kolejnych akumulatorów i ładowarki. Nie bez znaczenia był dla mnie fakt, że testowany produkt pochodzi od marki Graphite, która należy do moich ulubionych i jest to sprzęt, którym naprawdę lubię pracować.

Ale do brzegu… Mówimy cały czas o urządzeniu oznaczonym przez markę Graphite modelem 58G029 – jest to akumulatorowy sekator napędzany silnikiem bezszczotkowym i będący kolejnym elementem ciągle rozwijanego systemu Energy+. Z tego co wiem, to częstotliwość wprowadzania nowych narzędzi z tej serii nie jest bardzo duża, ponieważ marka stawia na jakość i chcąc utrzymać swój wysoki poziom długo zajmuje się prototypem zanim trafi on w nasze ręce. Jest to oczywiste, ponieważ w grę wchodzi po pierwsze wysoka ocena produktów wśród użytkowników, na którą Graphite pracował wiele lat, a po drugie w cenie narzędzia musi być wliczona obsługa gwarancyjna, którą w przeciwieństwie do większości firm, marka ta daje aż na okres trzech lat i zapewnia do tego dziesięcioletnią dostępność części. Obserwując rynek od wielu lat wiem że, to oprócz jakości samych narzędzi w naprawdę rozsądnym przedziale cenowym ma niebagatelny wpływ na ciągle rosnący udział marki w rynku. I dobrze, bo im większa walka konkurencji, tym lepiej odbija się to na użytkowniku końcowym. 

Urządzenie przychodzi zapakowane w kartonik, w środku którego znajduje się biała pianka zabezpieczająca produkt w transporcie – wiele marek wycofuje się z tego rozwiązania z powodów oszczędnościowych na rzecz odpowiednio powycinanych i pozaginanych stelaży z kartonu. Jak to się kończy kiedy zamawiamy sprzęt kurierem? Większość z was już pewnie wie, bo miało takie doświadczenia, że delikatnie zgnieciony karton i wszystko w środku lata i obija się o siebie – potem nasz zupełnie nowy sprzęt wygląda jakby już był naprawdę długo użytkowany, bo już nowy w nasze ręce trafia poobijany… Oprócz tego, każdy element z wyjątkiem instrukcji obsługi zapakowany jest w foliowy woreczek. To są szczegóły, które większość pomija a mają one wpływ zarówno na ogólny odbiór marki jak i samego produktu. Zwróćcie proszę uwagę, że tego typu podejście i zachowania prezentują głównie marki z najwyższej półki. Więc 10 punktów dla Gryfindoru za dbanie o takie szczegóły. 

Nasz sprzęt waży niedużo – zaledwie jeden kilogram bez akumulatora i na zamkniętych nożycach ma założony tworzywowy kapturek, który ma zabezpieczyć ostrze w czasie transportowania a także nas, tudzież inne sprzęty przed samym ostrzem. W zestawie oprócz niego znajduje się olej do smarowania ostrzy oraz dwa klucze, dzięki którym możemy wykonać wszystkie niezbędne prace serwisowe i konserwacyjne których wymaga od nas producent.

Łatwo się dogadać

Urządzenie wydaje dźwięki – znaczy próbuje z nami gadać, ale po swojemu. Na szczęście jest to gadka na tyle prosta, że jesteśmy się jej w stanie szybko nauczyć 😉 Zaraz nad baterią znajduje się przełącznik włączenia i wyłączenia urządzenia, po jego włączeniu słyszymy charakterystyczne piknięcie, które informuje nas o gotowości urządzenia do pracy. Naciskamy przycisk uruchomienia i nic się nie dzieje… Hmmm. Zagadka prawda? Otóż nie – rozwiązanie jest proste, musimy z urządzenia korzystać świadomie i musi być ono zabezpieczone, ponieważ naprawdę w sprzęcie tkwi siła. Dlatego zastosowano bezpieczny włącznik, bo metalowe zębatki w zestawieniu z bezszczotkowym silnikiem dają potężną moc. Myślę, że „windykatorzy” ze starego Pruszkowa docenili by jego możliwości – jedno naciśnięcie i palca brak. Dlatego pierwsze rozwarcie szczęk po uruchomieniu urządzenia jest możliwe dopiero po dwukrotnym szybkim wciśnięciu przycisku uruchomienia. Oczywiście o gotowości urządzenia do pracy sekator informuje nas piknięciem, od teraz każde pojedyncze naciśnięcie to jedno cięcie. Niepełne naciśnięcie powoduje niepełne zaciśnięcie się szczęk sekatora i o tym też należy wiedzieć. Jeśli chcemy do transportu lub przechowywania złożyć szczęki musimy zwyczajnie dłużej przytrzymać przycisk spustu i poczekać na sygnał dźwiękowy. Oczywiście to nie jedyne dźwięki, które wydaje z siebie urządzenie – informuje nas również o zakleszczeniu, mimo że deklarowana średnica cięcia – 30 milimetrów, którą podaje producent jest jak najbardziej osiągalna, o tyle należy pamiętać że nie w każdym gatunku drewna, i czasami nawet w miękkim drewnie na różnych rozwidleniach zdarzają się przycięcia. W takim wypadku urządzenie się zatrzymuje i pika, aby powrócić do pracy należy ponownie dwukrotnie wcisnąć przycisk uruchomienia. Oczywiście na kilka razy możemy również przeciąć większe średnice, możliwe jest również wycinanie klinów, które czasami robi się w celu kształtowania drzewa w odpowiednim ułożeniu, ale to już wyższa szkoła jazdy…

To jest to !

Konserwacja sprzęt w celu zapewnienia jego prawidłowego funkcjonowania to nie jest praca, której nie jest w stanie wykonać każdy z nas. Musimy pamiętać o dwóch ważnych rzeczach. Po pierwsze ostrza, utrzymujemy je w czystości, materiał z którego zostały wykonane naprawdę łatwo się czyści i wystarczy po każdym użyciu przed odstawieniem na półkę przetrzeć ostrza wilgotną szmatką, dzięki temu nie będą się nam blokować i sklejać od soków drzewa i żywic. Drugą bardzo ważną sprawą jest smarowanie, robimy to przy pomocy kluczyka dostępnego w zestawie oraz dołączonego oleju. Patrząc na ostrza z jednej strony mamy zębatkę a z drugiej nakrętkę, wewnątrz nakrętki wkręcona jest śruba imbusowa, którą musimy wykręcić. Czynność tą wykonujemy na otwartych ostrzach. Dolewamy oleju kontrolując wizualnie jego ilość i zakręcamy ponownie. Na koniec musimy kilkakrotnie szczęki otworzyć i zamknąć tak jakbyśmy cięli na sucho,żeby olej nam się rozprowadził. Jeśli chce się cieszyć narzędziem naprawdę długo musicie pamiętać o tych dwóch czynnościach. Przy intensywnym użytkowaniu sekatora smarujemy go co kilka godzin. 

Podsumowując – sprzęt nie miał i ciągle nie ma ze mną łatwego życia. Chociaż ze mną jak ze mną ale wszyscy dookoła mieli z niego mega radochę. Więc jeśli ktoś chce uporządkować zapuszczony ogród to kupujemy go i na pewno ktoś to zrobi za nas 🙂 A jeśli nie to sami zrobimy to z przyjemnością. Ja jestem na tak – dlaczego? Bo przyjemnie się tym pracuje, jest lekki i wygodny. Uchwyt dzięki bezszczotkowemu silnikowi został znacząco odchudzony więc całość sprawdza się fajnie i naprawdę wygodnie. On wykonał ze mną tysiące cięć – przez znajomych i członków rodziny pewnie wielokrotnie więcej. Na szczękach nie ma żadnych śladów zużycia a opinie wszystkich dookoła są bardzo pozytywne. Tak – jaram się tym narzędziem, bo praca nim to wielka satysfakcja, rzeczy które do tej pory nie sprawiały mi frajdy, jak usuwanie rozdwojonych czubków na uprawie choinek teraz zaczęły ją sprawiać. Po tysiącach cięć ręce odpadają i patrzysz, kiedy nastąpi koniec pracy, tu tego problemu nie ma. Czy rozwiązanie ma jakieś wady? Poza tym, że trzeba nauczyć się go używać – bo to nie wkrętarka, że każdy weźmie i zacznie robić – trzeba poznać te kilka czynności obsługowych i nauczyć się sygnalizacji dźwiękowej, ja żadnych nie znalazłem. Oczywiście sprzęt ma swoje gabaryty i do kształtowania bonsai się nie nadaje i w gęstej roślinności też może być problem – ale to nie jest jego wadą, w takich sytuacjach nie każdy sekator ręczny się sprawdzi, a wbrew pozorom ten chwilami ma większe możliwości niż klasyczny sekator. 

Przez ten cały czas nurtowało mnie jedno pytanie – dla kogo jest to sprzęt? I teraz już wiem, dla ludzi, którzy dużo robią prac ogrodowych, nie doceni go osoba, która ma cztery tuje i musi je dotknąć raz w roku. Ale właściciele nawet średniej wielkości ogrodów na pewno. A dla sadowników to absolutne must have!

Tagi: