Dewalt

Znana i nieznana historia DeWalt

DeWalt jest zastrzeżonym znakiem towarowym firmy Black & Decker Inc. (U.S.), spółki zależnej, wchodzącej od 12 marca 2010 roku w skład korporacji Stanley Black & Decker. Właśnie wtedy to The Stanley Works i Black & Decker podpisały porozumienie o fuzji, wymieniając się pakietami akcji 50,5% do 49,5% i stając się największą firmą narzędziową na świecie.

Obecna pozycja marki na światowym rynku elektronarzędzi, to efekt dziesięciu dekad akwizycji, transformacji i fuzji różnych firm oraz transferu patentów. W tym roku marka DeWalt obchodzi okrągły jubileusz 100 lat. Jest to doskonała okazja do przypomnienia historii nieznanej, przypomnienia ciekawych faktów i wyjaśnienia nieporozumień.

Na początek wyjaśnijmy pochodzenie nazwy i sposób jej wymawiania. DeWalt to amerykański brand, zapisywany na wzór niderlandzki, wymawiany w większości świata z niemiecka. Skąd taka różnorodność? Otóż Raymond Elmer Dewalt (ur. 9 października 1885r. – zm. 8 maja 1961r.), od którego nazwiska wszystko się zaczęło, pochodził z rzemieślniczej rodziny, mieszkającej od 4 pokoleń w hrabstwie Cumberland, stan Pensylwania, US.  Potoczne określenie z dziada pradziada, to wskazówka, dzięki której w linii męskich przodków Raymonda, odnajdujemy jego praprapradziadka Johanna Theobald, urodzonego w Niemczech. Johann Theobald w połowie XVIII w. przypłynął do Ameryki, ożenił się z obywatelką Stanów Zjednoczonych i zmienił pisownię nazwiska właśnie na Dewalt. Jego syn Johann Jr., prapradziadek Raymonda, już podpisywał się Dewalt, a wymawiał nazwisko po angielsku.

Raymond E. Dewalt rozpoczął swoją karierę, jako producent kół do wagonów w warsztacie swojego ojca Johna (1850-1918). Do ok. 1910 roku uczył się zawodu, w warsztacie zbudowanym w kolejowym wagonie, a następnie pracował jako brygadzista w tartaku w New Jersey. Nie wiadomo dlaczego akurat wagon kolejowy był platformą do warsztatu. Należy jednak przypomnieć fakt, iż w 1877r., gdy Stany Zjednoczone wychodziły z kryzysu gospodarczego, na kolei zaczęły się cięcia. W Pittsburgu rozpoczęto pierwszy, ogólnokrajowy, wielki strajk przeciwko Pennsylwania Railroad. John Jacob Dewalt w jakiś sposób wszedł w branże produkcji wagonów. Raymond dziedziczy po ojcu tzw. Dewalt Wagon Works, zaczyna szkolić stolarzy a we wrześniu 1921r. zgłasza swój pierwszy z 10 patentów, budujący podstawy dla kultowej piły ramieniowej. Prace nad udoskonaleniem pierwszej maszyny do obróbki drewna, trwają blisko dwa lata. 27 stycznia 1923r. Raymond Dewalt zgłasza swój drugi patent. Patent ten przedstawia innowacyjną maszynę do obróbki drewna – regulowaną piłę ramieniową, która zwiększa wydajność i wszechstronność. W tym czasie jest też dyrektorem firmy Seabrokk Farms.

29 grudnia 1924 zostaje założona firma DEWALT Products Co. w Leola w Pensylwanii, aby produkować i sprzedawać „Wonder-Worker” (wymyślona przez Raymonda nazwa dla piły ramieniowej). Ta elektryczna i uniwersalna maszyna do obróbki drewna, może być skonfigurowana na 9 różnych sposobów. W pierwszej reklamie, Raymond kładzie nacisk na bezpieczeństwo, podkreślając również swoją wiedzę na temat pracy z drewnem.

Wiele rzeczy musiało się wydarzyć, zanim pojawiła się jakakolwiek piła ramieniowa…

Od czasów Noego i jego arki, aż do czasów świetności Duncana Phyfe’a, metody piłowania drewna niewiele się zmieniły i nie były udoskonalane. Nie wiemy jak i czy rzeczywiście Noe dokonał swojego niewiarygodnego zadania, ale wiemy, że od epoki starożytnych Egipcjan i przez kolejne stulecia, historia niewiele się zmieniła: proste, ząbkowane ostrza, poruszające się do przodu i do tyłu lub w górę i dół, do XV w. napędzane były przez siłą ludzką, do XVIII w. wodą, a w XIX w. parą.

Gdy wracamy do czasów Greków i Archimedesa, odkrywamy fizyczne korzenie naszych współczesnych helikopterów. Patrząc na Leonarda da Vinci, dowiadujemy się, że intensywnie planował dzisiejsze samoloty. Starożytni myśliciele daleko wybiegali w przyszłość. Jednak wielcy geniusze nigdy nie zastanawiali się nad piłowaniem drewna. Być może po prostu nie byli „w tej branży” i nigdy nie odczuwali takiej potrzeby! Ale zadziwia fakt, że niezliczone miliony rzemieślników na przestrzeni wieków, którym przydała by się ulepszona piła, też na nic nie wpadli. Być może byli tak całkowicie pochłonięci piłowaniem drewna, że nigdy nie mieli czasu na twórcze myślenie. Wszyscy geniusze inżynierii, którzy pojawiali się i odeszli, a żaden z nich nigdy nie pomyślał, że koło zębate może być nie tylko przekładnią, ale również dzięki zaostrzonym zębom może po prostu ciąć drewno.

Narodziny piły tarczowej

I tutaj niespodziewanie na arenę wkracza członkini protestanckiej grupy religijnej Szejkersów z Massachusetts, Sarah „Tabi­tha” Bab­bitt (1784 – 1853).

Kto by się spodziewał, że właśnie w takich warunkach, jedna z kobiet osady wpadnie na pomysł, który znacząco ułatwi życie towarzyszom, społeczności, a w dłuższej perspektywie wpłynie na rewolucję w całym przemyśle?

Pewnego dnia na przełomie XIX wieku, Tabitha, mająca 29 lat, potajemnie obserwowała pracę swoich braci. Dwóch mężczyzn starannie cięło drewno, przesuwając piłę w jedną i drugą stronę. Babbitt od razu zauważyła, jak ogromna ilość ich energii jest marnowana podczas tej czynności. Mając w świadomości precyzyjne funkcjonowanie swojego kołowrotka, wymyśliła… piłę tarczową.

Dzięki temu, Szejkersi rozpoczęli masową produkcję mebli, tworząc swój unikalny, surowy styl, który do dziś uważany jest za niezwykle funkcjonalny i elegancki (ceny ich krzeseł sięgają 100 tysięcy dolarów za sztukę). Jednak nie tylko osada Tabithy zyskała dzięki jej pomysłowości. Piłę tarczową można teraz znaleźć w każdym warsztacie czy sklepie z narzędziami.

Z powodu specyficznych przekonań religijnych i tzw. chrześcijańskiego komunizmu, Tabitha nigdy nie opatentowała swojego wynalazku (podobnie zresztą jak sztucznej szczęki czy maszyny do cięcia gwoździ, które również stworzyła). Prawdopodobnie nigdy też sama nie korzystała z piły tarczowej do pracy, pozostając wierna swoim pierwotnym obowiązkom. Zajmowaniem się domem, zbieraniem ziół i tkaniem na krośnie.

Kiedy siostra Tabitha Babbitt z Harvard Shakers wynalazła brzeszczot piły tarczowej, był rok 1810. Przekształciła mimowolnie przemysł drzewny w znacznie szybciej rozwijający się biznes. I chociaż nie przypisuje się jej wynalezienia „stołu piłowego”, jak go nazywano, z pewnością była to naturalna kolej rzeczy, a do roku 1830, epoka maszyn opanowała przemysł drzewny.

Powiadają, że nie ma dobra bez zła. Siostra Babbitt z całą pewnością pomogła położyć kres epoce wielkich stolarzy! Nazwiska Goddard, Townsend, Savery, Chapin, Frothingham itd. znikają ze sceny. Pozostał tylko wspomniany wcześniej pan Phyfe, który w końcu też uległ produkcji masowej.

Zniknął indywidualny styl mistrza rzeźbiarza w subtelnych detalach kabriolowej nogi z kulą i pazurami. Dla maszyn było to niemożliwe zadanie, a delikatne projekty zostały odrzucone w imię standardowej, masowej produkcji. W ten sposób Tabitha Babbitt, starając się pomóc  w tworzeniu prostych i pięknych mebli Shaker, faktycznie zapoczątkowała spadek jakości mebli, który utrzymuje się do dnia dzisiejszego.

W międzyczasie stoły piłowe z tarczą tnącą i ze stałym wrzecionem oraz różnorodne stoły przechylne, były napędzane praktycznie wszystkim, co było dostępne – wodą lub parą, przekazywaną dalej za pomocą szerokich, trzepoczących i uderzających skórzanych pasów. Później do zasilania zaczęły być wykorzystywane duże, nieefektywne silniki elektryczne, ale szerokie skórzane pasy wciąż uderzały i trzepotały. I chociaż połączenie energii elektrycznej i nowego okrągłego brzeszczotu umożliwiło już wtedy realizację koncepcji piły ramieniowej, to dopiero 100 lat później na scenę historii wkroczył Raymond Dewalt,  ze swoim rewolucyjnym pomysłem Wonder-Worker.

Raymond Dewalt, nauczyciel sztuk przemysłowych, produkuje maszyny ramieniowe w swoim garażu na trzy samochody.

Połowa lat 20-tych XX w, R. Dewalt startuje z produkcją pił ramieniowych. Są to proste, wytrzymałe urządzenia o utylitarnej konstrukcji z silnikami o mocy pięciu koni mechanicznych. Wykonywały cięcie poprzeczne i płaskie ukosy, ale silnik nie przechylał się w przypadku cięć ukośnych ani złożonych ukosów. Jedyne łożyska znajdowały się w silniku. Silnik poruszał się po ciężkim, nasmarowanym, stalowym trzpieniu. Był osadzony na drewnianej podstawie. Maszyny te nazywały się po polsku  „Cudowny stolarz DeWalt”

Wczesne bardzo dobre przyjęcie radialnej piły ramieniowej DEWALT inspirowało zawodowców. Jak twierdzili w 1925 r. profesjonaliści z Miller & King, Longview, WA, „Wykonujemy wszystkie nasze prace związane z wykończeniami wnętrz bezpośrednio na placu budowy za pomocą Wonder-Worker i wykonujemy lepszą pracę niż przeciętny warsztat stolarsko-frezarski”. 

Ale trzeba również stwierdzić, że to nie był odpowiedni czas dla pił radialnych. Rynek nie był gotowy na zmiany. Jego potrzeby nie były wystarczająco duże.

Niezależnie od tego, czy Raymond o tym wiedział, czy nie, on sam wierzył w sukces swojego wynalazku a drzwi przemysłu budowlanego były szeroko otwarte – i Raymond przez nie wszedł. Co więcej, pojechał pociągiem! Zostawił swoją produkcję w Leola w zdolnych rękach i udał się na Florydę, gdzie nastąpił gwałtowny boom na grunty.

Jak głosi historia, nigdy tam nie dotarł! Zamiast tego spotkał w wagonie restauracyjnym kilku „właściwych ludzi” i sprzedał cały wagon swoich „Wonder Woodworkers”, nie odwiedzając nawet Florydy.

W roku 1925, Dewalt odsprzedał patenty i firmę Paulowi Gardnerowi i Isaacowi Ruttowi. Ten pierwszy początkowo rozważał przemianowanie firmy na Gardner Manufacturing Co, ale zdecydował, że nazwa była zbyt ogólna i zostawiono nazwisko założyciela i wynalazcy. Raymond nadal był związany z firmą i wciąż nią zarządzał. Zgłosił kolejne patenty a piła ramieniowa była produkowana w różnych wymiarach i odsłonach. Modele GE, GA, R2, R2D, GW, MB i inne jak np. frezarka TC-2.

Pile ramieniowej przyszło zmierzyć się z branżą, w której piła stołowa miała co najmniej 100-letnią przewagę. Stolarze piątego pokolenia, szczycący się pięściami pełnymi krótkich palców, pohukiwali na DeWalta, jak wymiennie nazywano Wonder-Workera. Producenci pasków (bardzo duża branża) również nienawidzili tego wynalazku, bowiem była to jedyna maszyna, której nie można było napędzać paskiem.

Małe firmy i sklepy z meblami miały swój własny rodzaj „dystansu”. Właściciele często byli bardziej przedsiębiorcami niż stolarzami, miłośnikami nowych pomysłów i mogli szybko podejmować decyzję, kierując się korzyścią dla zysku i duchem przygody. Jednak zawsze wydawało się, że istniał ten dobrze zakorzeniony, stary stolarz – prowadzący warsztat żelazną ręką – znany z palców, które stracił przez piłę stołową. A on nie chciał mieć nic wspólnego z tą nową „Piłą radialną”!

Mimo wszystko DEWALT szturmem zdobył świat i umocnił swój globalny sukces. Ówczesny dyrektor działu zagranicznego, Benjamin F. Baker podróżował po świecie, spotykając się z krajowymi i międzynarodowymi dystrybutorami DEWALT.

Firma DEWALT Products Co. została wybrana w 1930r.  z uwagi na swoje doświadczenie w zakresie bezpieczeństwa w miejscu pracy, do grona 21 organizacji, zasiadających w Komitecie Sekcyjnym ds. Kodeksu Bezpieczeństwa Maszyn do Obróbki Drewna przy Departamencie Pracy USA.

Dewalt w barwach khaki.

7 grudnia 1941 r. po ataku na Pearl Harbor, Stany Zjednoczone włączyły się do wojny a cała gospodarka stopniowo została przestawiona w tryb wojenny. Każdy zakład jaki tylko mógł, został zaangażowany w produkcję na rzecz wojska i sił aliantów. Oczywiście zakład DeWalt również  rozpoczyna okres szybkiej ekspansji, aby sprostać wymaganiom zamówień rządowych w związku z obroną narodową i wymaganiami dotyczącymi maszyn wojennych.

Podczas II wojny światowej inżynierowie armii mieli potrzebę, która zaowocowała jedną z najbardziej nietypowych próśb, jakie kiedykolwiek złożono do producenta maszyn.

Armia potrzebowała możliwie największych DeWaltów i jak najmniej ważących. Odpowiedzią na ich potrzeby był magnez. Chyba każdy mechanik zna trudności i niebezpieczeństwa związane z obróbką magnezu. Jest niezwykle łatwopalny a odłamki magnezu wzniecają pożary.

Armia chciała, by każdy wojskowy DeWalt był z własnym generatorem, zamontowany na dwukołowej platformie – wystarczająco lekki, aby z łatwością mogło podnieść go dwóch ludzi. Z wyjątkiem dwóch gumowych opon oraz uzwojeń silnika DeWalt i generatora, maszyny były wykonane w całości z magnezu. Zrzucano je na spadochronach w strefy walk na Pacyfiku, gdzie natychmiast przystępowano do wycinania drewna mostowego.

Kilka z tych maszyn gdzieś jeszcze istnieje. Ponieważ są z magnezu, nigdy nie zardzewieją – nawet jeśli nadal stoją gdzieś w dżungli.

Produkcja wojenna nakręca koniunkturę korzystną również dla zakładu Dewalt. Już nie tylko piły radialne, ale także frezarki z logo The DeWalt dominują na rynku.

W 1944r. wchodzi w życie ustawa G.I. Bill, która zapewniała szereg świadczeń dla powracających weteranów II wojny światowej. Wszystkim, którzy pełnili czynną służbę podczas wojny i nie zostali niehonorowo zwolnieni, zapewniano formę wynagrodzenia. Ustawa unikała wypłat z polis ubezpieczeniowych na życie ze względu na niepokoje polityczne spowodowane po zakończeniu I wojny światowej: Dedykowane płatności czesnego i kosztów utrzymania  w celu uczęszczania do szkoły średniej, college’u lub szkoły zawodowej/technicznej, tanie kredyty hipoteczne, niskooprocentowane pożyczki na rozpoczęcie działalności gospodarczej, a także roczne odszkodowanie dla bezrobotnych. Do połowy lat pięćdziesiątych XX wieku około 7,8 miliona weteranów korzystało ze świadczeń G.I. Bill.

Weterani II wojny światowej wrócili i potrzebowali domów!

Przemysł budowlany i meblowy pilnie potrzebowały szybszych metod cięcia elementów szkieletowych oraz metod precyzyjnego cięcia, aby uzyskać profesjonalne wyniki przy tańszej „wynajmowanej pomocy”. Opracowywano nowe materiały, wymagające nowych technik „specjalnego cięcia”.  Potrzebna była tylko piła nowego rodzaju. Piła na miarę XX wieku — a zakład produkcyjny z Lancaster w Pensylwanii był gotowy!

1500 domów w 65 dni

W 1948 roku Raymond DeWalt nadal pracował w zakładzie, a jego brat „prowadził księgi”. Szykował się też właśnie do kolejnej sprzedaży firmy. Tym razem firmie American Machine & Foundry (później znanej jako AMF).

W tym samym roku reprezentanci agencji AMF przybyli do Levittown na Long Island, Nowy York, szkolić się i podglądać produkty DeWalt przy pracy, gdzie miało miejsce prawdopodobnie najszersze zastosowanie pił ramieniowych, jakie kiedykolwiek wymyślono.

Rząd ogromnych DeWaltów o mocy 7,5 KM (model GEV) – 18 sztuk, w grupach po sześć – stojących w jednym prostym rzędzie, długim na JEDNĄ MILĘ – oddzielonych długimi stołami rolkowymi i otoczonych jak okiem sięgnąć, wielkimi stosami drewna.

Budynek Levittown, Nowy Jork. Mila DeWaltów (dalej, niż widać), Zdjęcie, 1948

Materiał był ładowany na przodzie linii produkcyjnej, przesuwał się wzdłuż przenośnika od jednej maszyny do drugiej w każdym zestawie, ponieważ wszystkie ustawione były w linii prostej.

Partie belek były wyrównywane jednym ruchem 20-calowej tarczy. Następny DeWalt przycinał je wszystkie na odpowiednią długość. Kolejny kilkanaście krokwi na krawędzi przycinał pod odpowiednim kątem a jeszcze inny robił podwójne skosy. Wonder-Workery potrafiły wykonywać cięcia ukośne i poprzeczne, skosy złożone, czopy i lamele, a także mogły ciąć, frezować, kształtować, szlifować i wiercić. Jak przypisuje się Raymondowi powiedzenie, potrafiłby zrobić prawie wszystko z wyjątkiem „wiązania much i krawatów”.

W Levittown wszystko, co było potrzebne na słupy, krokwie i belki stropowe – czyli cały dom składający się z elementów szkieletowych – było wycinane co 23 minuty.

To był jedyny sposób aby dla weteranów wojennych, budować dobre domy za mniej niż 7000 dolarów za sztukę!

Czas DeWALT w American Machine & Foundry nie przyniósł żadnych innowacyjnych rozwiązań, może dlatego, że AMS była jedną z największych firm w Stanach Zjednoczonych i produkowała sprzęt rekreacyjny oraz produkty tak różnorodne, jak sprzęt ogrodniczy, reaktory atomowe, mechanizmy do kręgielni, rowery czy jachty. Niemniej jednak w 1953 r. DeWalt rozszerzył działalność na Kanadę a na rynku amerykańskim umocnił swoją pozycję.

Epoka Black & Decker

10 maja 1960 roku, DeWalt został odkupiony od AMS przez Black & Decker. Nowy właściciel miał nadzieję przejąć rynek i klientów, którzy dotychczas nie byli w jego zasięgu.

Rok później, 8 maja 1961 roku, zmarł Raymond DeWalt. To on był głównym i jednym pomysłodawcą i siłą napędową firmy. Poza Wonder-Worker’em, wynalazł również inhalator parowy stosowany w leczeniu chorób płuc oraz elektryczną kosiarkę rotacyjną. Napisał także książkę poetycką o tytule, który mógł wymyślić tylko inżynier: „Wiersze DeWalt”.

Black & Decker jako właściciel marki DeWalt ma zupełnie inne priorytety i skupia się głównie na elektronarzędziach ręcznych, które produkuje w czarnym kolorze pod logo nazwy firmy. Odnosi różne światowe sukcesy włącznie z dwukrotnym udziałem w misjach księżycowych Apollo w 1968 i 1971r.

Pod znakiem firmowym DeWalt wychodzą kolejne wersje Wonder-Workerów. Piła ramieniowa tak innowacyjna w swoich czasach, która zastąpiła piły stołowe i ręczne do cięcia poprzecznego drewna, pozostała standardowym rozwiązaniem do obróbki drewna przez pięć dekad od jej wynalezienia. W latach 70-tych, rynek pił promieniowych zaczął się stopniowo kurczyć, gdy ludzie przestawili się na tańsze i bardziej przenośne piły ukośne.

Black & Decker postanowił rozszerzyć markę DeWalt na inne elektronarzędzia. W tym celu zakupił w 1984 roku dział maszyn do obróbki drewna i narzędzi ręcznych oraz markę ELU. (dzisiejsza firma Elumatec AG z Mühlacker, Niemcy). Działalność z produktami ELU była   kontynuowana w niezmienionej formie do 1992 roku. Wtedy to Black & Decker rozpoczął szeroko zakrojone działania i wprowadził markę DeWalt, która wcześniej była zarezerwowana wyłącznie dla pił radialnych, do amerykańskiego sektora profesjonalnych maszyn ręcznych. Oferta DeWalt’a powiększyła się o linię profesjonalnych elektronarzędzi wysokiej jakości, wykorzystujących technologię ELU. Prawdopodobnie wtedy DeWALT po raz pierwszy zaczął produkować wszystkie swoje sprzęty w charakterystycznym żółto-czarnym kolorze, który pozwalał od razu odróżnić je od pozostałych marek elektronarzędzi. Black & Decker miał wtedy serie produktów pomarańczową i jadeitową (ciemnozieloną). Rok 1994 to pierwsze bezprzewodowe wiertarko-wkrętarki, zakrętarki udarowe, młotowiertartki i blisko 30 innych  maszyn. Z czasem elektronarzędzia ręczne sprzedawane w Europie wciąż pod marką ELU były coraz bardziej identyczne konstrukcyjnie z modelami DeWalt. Dlatego w 2001 r. marka ELU została całkowicie zastąpiona marką DeWalt, a dawne zakłady produkcyjne w Europie zostały zamknięte.

W październiku 2004 roku, do kolekcji marek produkujących elektronarzędzia została zakupiona grupa Pentair Tools — obejmująca stuletnie firmy Porter-Cable oraz Delta Machinery, DeVilbiss Air Power i inne.  

Black & Decker chyba nie spodziewał się, że DeWalt tak zdominuje jego ofertę i zredukuje produkty z logo B&D do gamy narzędzi dla wymagających majsterkowiczów. Przewaga trwa do dzisiaj a DeWalt „trzyma w cieniu” wszystkie inne brandy z portfolio aktualnego właściciela Stanley Black & Decker.  

Czas szerszeni

Na przestrzeni stu lat wspaniałej historii innowacji i przedsiębiorczości, marka DeWalt rozwinęła się do tego stopnia, że należy do liderów światowego rynku w produkcji elektronarzędzi.

Obecnie produkuje i sprzedaje ponad 300 różnych elektronarzędzi ręcznych oraz szereg akcesoriów ułatwiających rzemieślniczą pracę. Maszyny są na tyle dopracowane, że DeWalt zamiast je udoskonalać, postawił duży nacisk na bezpieczeństwo pracy. W 2005 r. uruchomił program SHOCKS a następnie w 2012 r PERFORM & PROTECT. Cel to obniżenie poziomu wibracji o 50%, zabezpieczenie przed zapyleniem i pełna kontrola nad momentem obrotowym, tak by zminimalizować ryzyko zakleszczenia się urządzenia podczas pracy.

Ostatnie 15 lat to mnóstwo zmian w ofercie, dostosowywanej do rynku i rzeczywistości. Pełne przejście na akumulatory Li-Ion w 2010r., silniki bezszczotkowe i ogniwa o dużej pojemności serii XR w 2013. Rok 2016 to patent na innowacyjną technologię XR FlexVolt. Umożliwia ona bateryjne zasilanie elektronarzędzi zarówno napięciem 18V jak i 54V. I to przy pomocy tej samej baterii oraz wbudowanego w nią specjalnego sterownika, który w zależności od potrzeby może podnosić lub obniżać napięcie akumulatora.


XR FlexVolt jest w stanie zapewnić przy zasilaniu bateryjnym moc i wydajność narzędzia sieciowego. Co więcej, akumulatory z serii FlexVolt można ładować zwykłą ładowarka DeWALT. Technologia ta pozwoliła na zrealizowanie czegoś, co nigdy wcześniej nie było możliwe, czyli bezprzewodowego zasilania pełnowymiarowych pił ukosowych oraz pilarek stołowych.

5 lat później, w 2021 roku, DeWalt jako pierwszy producent w branży elektronarzędzi, zaczął instalować w swoich akumulatorach ogniwa kieszeniowe. Technologia PowerStack to krok w stronę zwiększenia wydajności pracy i gromadzenia więcej energii w mniejszej objętości.

Czym DeWalt może nas zaskoczyć w przyszłości? Wiele razy wydawało się, że już nie ma czego nowego wymyślić a ostatnie kilkanaście lat temu zaprzeczają. DeWalt to m.in. bezprzewodowe młoty, maszyny stołowe, osadzaki do betonu, gwoździarki, przecinarki prętów, klucze udarowe i grzechotki akumulatorowe. Cała gama narzędzi ogrodowych, odśnieżarki, zasilane bateriami systemy dźwiękowe, systemy magazynowanie, podgrzewane kurtki czy maski oddechowe, które przeszły bojowy test podczas pandemii COVID-19. 

Wierzę, że inżynierowie żółto-czarnych produktów, nazywanych przez fanów szerszeniami, zrobią nam jeszcze niejedną niespodziankę w najbliższej przyszłości.

Obecnie siedziba główna znajduje się w Towson, hrabstwo Baltimore, stan Maryland, w Stanach Zjednoczonych.

Tagi: